Długo myślałam, że ze mną jest coś nie tak.

Odkładałam wszystko na potem. A potem karałam się za to. Byłam na siebie zła, narastała frustracja i powoli traciłam zaufanie do siebie. Wmawiałam sobie, że to kwestia silnej woli — że muszę się tylko bardziej postarać, lepiej zorganizować, wziąć w garść.

Im bardziej się dociskałam, tym gorzej było. Bo każdy dzień, w którym znowu czegoś nie zrobiłam, był kolejnym dowodem w sprawie przeciwko sobie samej.

Dopiero po czasie zrozumiałam, że to nie była słaba wola.

To było przebodźcowanie. Zmęczenie. Zablokowana energia. Mój organizm robił dokładnie to, co potrafił najlepiej — chronił mnie przed tym, czego było za dużo. Prokrastynacja nie była wadą charakteru. Była reakcją układu nerwowego, który od dawna funkcjonował w przeciążeniu.

To, co brałam za lenistwo, było tak naprawdę formą hamulca bezpieczeństwa. Ciało mówiło „nie mam już z czego", a ja słyszałam „jesteś leniwa" i dokładałam jeszcze więcej presji.

W gabinecie słyszę to bardzo często. „Wiem, co mam robić, a i tak nie robię." „Zaczynam i nie kończę." „Czuję, że marnuję swój potencjał." I prawie zawsze pod spodem jest to samo pytanie: co jest ze mną nie tak?

A bardzo często odpowiedź brzmi: nic. Po prostu przez długi czas było za dużo — i organizm zaczął oszczędzać energię tam, gdzie mógł.

Układ nerwowy nie zmienia się przez forsowanie.

Dla mnie zmiana nie zaczęła się od kolejnej listy zadań ani od dyscypliny. Zaczęła się wtedy, kiedy przestałam ze sobą walczyć i zaczęłam zarządzać swoją energią życiową — zauważać, kiedy naprawdę mam siłę, a kiedy tylko się zmuszam. Kiedy potrzebuję odpoczynku, a kiedy ruchu.

To nie była spektakularna przemiana z dnia na dzień. To było powolne odzyskiwanie kontaktu ze sobą — z ciałem, z oddechem, z tym co dzieje się pod napięciem. I dopiero z tego miejsca wracała energia do działania. Nie z presji. Z bezpieczeństwa.

Kiedy przestałam się karać, zmieniło się wszystko.

Jeśli masz podobnie — nie martw się.

Nie jesteś ani leniem, ani lekkoduchem. Być może po prostu kiedyś było czegoś za dużo?